Swego czasu powstała mniej lub bardziej formalna definicja kierownicy 29er, która swoją nazwą bardziej wyrażała otwarty umysł i poszukiwanie lepszego, aniżeli coś bliższego kołu 29”. Ostatnio miałem okazję coś takiego sprawdzić.
Mateusz Nabiałczyk
Firma Truvativ wypuściła kierownicę o następujących parametrach:
- Długość 700mm
- Kąt gięcia w tył, tzw. backsweep 10*
- Waga 180g
A wszystko to wykonane z karbonu. W rezultacie mamy do czynienia z produktem, który zdaje się zgadzać z budową ludzkiego ciała i potrzebami rządzącymi światem XC/AM. Z doborem kierownicy wielu z nas ma problem, część przesadza skrajnościami, dlatego odsyłam do przemyśleń własnych poruszających tę tematykę.
Niemniej poziom skomplikowania i ilość wariantów zdają się być wyrażone mniejszą liczbą od zaawansowanych ram czy też kompletnych rowerów. Z tego powodu też nie warto roztrząsać każdego detalu, a test pociągnąć konkretami.
Na etapie montażu dobra kierownica powinna cechować się nienagannym wykonaniem, zgodnością danych katalogowych z rzeczywistością, podziałką do ewentualnego skracania i chropowatym wykończeniem mocowania z mostkiem (w przypadku włókna węglowego), co pozwoli na uzyskanie wystarczającego tarcia przy względnie niskim momencie dokręcenia śrub w tymże. Prześwietlany Noir to bez wątpienia produkt prima sorte, który spełnia owe kryteria z nawiązką w postaci metalowych zatyczek z napisem Truvativ. Dodatkowo nie słyszałem jeszcze o podróbkach, co w kontekście allegrowych FSA i Ritcheyów jest sporym atutem, i nie chodzi tu o snobizm a bezpieczeństwo użytkowania!
Jedyne zastrzeżenie dotyczy wagi – 203 a 180 to dla wielu istotna różnica.
Podczas jazdy jest dokładnie tak, jak oczekiwałem – wyjątkowo wygodnie, odpowiednio szeroko…wzorcowo! Producent nie nastawiał się na tłumienie drgań, tu priorytetem jest wysoka sztywność. Zaraz ktoś powie, że można pogodzić te dwa światy i niewątpliwie będzie miał rację. Pytanie tylko, czy w odniesieniu do kierownicy, do której dociera to, czego nie wybrała opona, zawieszenie i rama…
Podczas testów obyło się bez jakichkolwiek przykrych niespodzianek typu pęknięcia, trzaski lub obkręcenie na mocowaniu na skutek wibracji i kontaktu z wodą. Kolejne kilometry nie wywołują dyskomfortu w barkach i nadgarstkach, a ja mogę cieszyć się blaskiem lakieru pokrywającego to cudo. Szkoda tylko, iż po raz kolejny sprawdza się zasada „jakość kosztuje”.











Wszyscy mają myk-myka, mam i ja! Stało się, nakręcony propagandą zakupiłem za ciężkie dolary okazyjnie droppera Rock Shox Reverb, czyli wręcz już "kultową" sztycę. Byłem naprawdę ciekaw, czy faktycznie "fejm" jakim obrosła, jest prawdziwy, czy też sztucznie nakręcony przez Internety.